poniedziałek, 14 kwietnia 2008

Dynamit z kapturem


Jaworzno, klub fitness/siłownia "Euro Gym"
sobota, 12. kwietnia 2008, 11:34



"Dynamit to materiał wybuchowy wynaleziony przez Alfreda Nobla (opatentowany w 1867 roku). Początkowo zawierał 75% nitrogliceryny i 25% ziemi okrzemkowej. (...)" (za: pl.wikipeda.org)

Sama chemia, można powiedzieć, z tego dynamitu. Rzecz wszak oczywista. Piszą też, że dynamit obecnie występuje w laskach. W laskach? Trochę to dziwne, bo ja niezupełnie laski miałem na myśli, ale że z chemii zawsze byłem słaby, to na wypadek omyłki w rozumowaniu - na umieszczonej wyżej fotografii znajduje się też rzeczona laska.
Natomiast rzecz cała rozbija się o to, co obok laski, wręcz ofensywno-ekstrawertycznym frontem do niej.

To Mariusz.

Człowiek, któremu energia tryska wszystkimi możliwymi otworami ciała (przenośnia taka...) i wciąż jest jej ponad stan.
Co do przenośni, to ten kaptur w tytule jest takim symbolem, alegorią - hip-hopu. Mariusz-dynamit + kaptur-hiphop = Mariusz Instruktor Tańca Hip-Hop. Uff, ale się porobiło.
A wszystko dzięki uprzejmości osobistej mej koleżanki klasowej, Ady, która pod okiem (przeważnie) Mariusza szalenie ponętnie kręci piruety.

piątek, 11 kwietnia 2008

Porażka fotoreportera


Katowice, ul. 3 Maja
piątek, 11. kwietnia 2008, 8:01



Uśmiechając się do siebie, można w ogóle nie zauważyć katastrofy. Tak jak ja dziś rano.
Z zamiarem nabycia dziś zupełnie nowej, nieśmiganej optyki, zabrałem ze sobą aparat - by w sklepie przetestować sobie ten nowy sprzęcior z moim body. Najpierw pomyślałem, że to przekichane, że dziś będzie ciepło, a nie dość, że z plecakiem na plecach (bo do szkoły), to jeszcze z torbą foto trzeba się taszczyć.
Potem poranny spacer ulicą 3. maja - wolnym krokiem, sztachając poranne dymy miasta. I znikąd pojawia się taki oto cudny obrazek.

Od Rynku aż do estakady przy dworcu trwało śledzenie obiektu, aż fotoreporter się przełamał i podjął próbę zagadnięcia przyszłych modeli.
Jako, że zgoda była natychmiastowa, zastrzyk serotoniny do mózgu tegoż pierwszego spowodował szeroko uśmiechniętą reakcję od razu po naciśnięciu spustu migawki, szybkie 'dziękuję' i natychmiastowy w tył zwrot, co by już dłużej nie męczyć modeli swoją obecnością.

Znamiona katastrofy uwidoczniły się dopiero u szczytu estakadowych schodów. A jak ona ma na imię? A jak wabi się ten przekochany husky? W ogóle, skąd oni się tam wzięli?
Tym sposobem mamy kochaniutką fotografię dziewczyny o cygańskiej urodzie i jej pieska. Która poza ewentualnym walorem wizualnym nie posiada zupełnie nic.

piątek, 4 kwietnia 2008

Dżipitu, trzy lata później


Tychy, Al. Jana Pawła II
środa, 2. kwietnia 2008, 21:51



- ...i nie będziesz mi tu biegał jak idiota - powiedział łysy, choć młody, postawny pan, strofując niesfornego synka. - To jest czas zadumy, wspominać trzeba, modlić się - dodał.
Obaj udawali się w kierunku Alei JP II.
Trzeci rok od śmierci polskiego papieża. Cośmy się nie naobiecywali, kiedy umierał. Że będziemy lepsi, że coś tam. Jak wyszło? Chyba - jak zwykle. Ale odpowiedź nie jest zupełnie oczywista, co może być drobnym powodem do radości. Bądź co bądź, Aleja Jana Pawła była w tym roku i tak całkiem pokaźnie zaludniona. Nie tak pokaźnie jednak jak w poprzednim.
Ktoś płakał. Cudownie czasem zobaczyć łzy.
Zabrakło policji, która przymknęłaby ruch na parę minut, ludzie nie dopychaliby się wzajemnie za barierę krawężnika. W stosunku do roku poprzedniego jest to zatem zmiana na minus.
Absencja proboszcza kościoła św. Benedykta i jego sprzętu nagłośnieniowego również była zauważalna. Tym razem ksiądz się postarał i nie przyszedł. Bogu dzięki.

Na fotografii - Izabela, w towarzystwie rodziców, zapala jeden z setek zniczy, które - ustawione gęsiego wzdłuż całej Alei Jana Pawła II - przypominają o rocznicy śmierci papieża.
Jak dumnie przyznał jej tata, przychodzą tutaj co roku.

niedziela, 23 marca 2008

5:20


Tychy, dookoła kościoła p.w. Krzyża Świętego
Wielkanoc, 23. marca 2008, 6:13



Moja Wielkanoc rozpoczęła się pierwszy raz w życiu
o 5:20. Wtedy trzeba było zerwać się z wyra, żeby zdążyć na jadący (jak zwykle) pięć minut za wcześnie autobus, w kierunku kościoła.

Rezurekcja w większości kościołów łączona jest obecnie z obrzędami Wigilii Paschalnej, czyli Wielkiej Soboty. Dlatego też proboszcz, ks. Krzysztof Anczok, na koniec półtoragodzinnej Mszy Św., przepraszał parafian, że zmusił ich do takiego poświęcenia i mimo wszystko kazał przyjść na punkt szóstą rano.

My, chrześcijanie, faktycznie mamy na głowie taki stos poświęceń, że aż się człowiek skręca jak ruski termos...


(Kubica drugi w GP Malezji! Oglądałem od 7:45:)

Pogramy w koszyczka?



Tychy, kościół p.w. Krzyża Świętego
Wielka Sobota, 22. marca 2008, 11:16



Ten Tryptyk ma cztery części. Pierwszej (czwartkowej) brakuje; niedzielnej już nie zabraknie. Jest to pewnie jeden z tych przypadków, kiedy nawet liczenie na siebie zawodzi. Ale nie o tym.
Bo zawsze fajnie pójść ze święconym. Mam pecha, bo ksiądz nigdy nie trafia we mnie, kiedy kropi wodą święconą. Może powinienem sprawić sobie własny koszyk i odebrać prymat siostrze? Rozważę to do przyszłego roku.

Tymczasem - do zobaczenia w niedzielę, kiedy On już wstanie z tego krzyża i skończy się koegzystencja koszyczka i hańbiącego drzewa.

Trzecia godzina dnia




Tychy, mój dom własny
Wielki Piątek, 21. marca 2008, 14:58


Trzecia godzina dnia, tego dnia, to był czas, żeby zdać sobie sprawę, że to TA trzecia godzina TEGO właśnie dnia.

I znów, nie wychodząc na "kościółkowca", pragnę jednocześnie nadmienić, że dla chrześcijan to cholernie ważna godzina. Dlatego trzy fotografie - na Trzecią Godzinę. Tak, dwie minuty przed nią, wyglądał mój pokój. Mama dokańczała robić obiad. Jedliśmy go razem przy stole.

A co Ty robiłeś o Trzeciej?

Zacni alumni


Katowice, archikatedra Chrystusa Króla
Niedziela Palmowa,
16. marca 2008, 16:23



Jak młody, to nie zawsze zaczyna od przeklinania Ojca Rydzyka. Bywają i tacy, których ten nieszczęsny facet naprawdę niewiele obchodzi w całokształcie działań kościoła.
Do Archikatedry się wspomniana młodzież w tysiącach liczona zwaliła; napuszony chodzę od tamtej niedzieli, bo moja osobista koleżanka, jak się później okazało, śpiewała w katedralnym chórze. A chór czadu, zaiste, dał.

A wracając na ziemię - uderza kontrast obu deszczowych dni. Piątek i Tyska Droga Krzyżowa - odsyłam do posta niżej. Niedziela i Światowy Dzień Młodzieży w Katowicach - niby dżdżyło, ale uśmiechu było co nie miara. Pozostaje tylko zazdrościć tym, którzy wylecą latem na Światowe Dni Młodzieży do Sydney.

wtorek, 18 marca 2008

Strzeż mnie, Ojcze


Tychy, ul. Wyszyńskiego
Piątek, 14. marca 2008, 19:17



Bo mnie to niezwykle wprost drażni.
Spójrz na zdjęcie - coś nie gra, prawda? W kampanii House'a w ogóle coś nie gra. Skrzeczy!
Nie chcę być wzięty za katola-ortodoksa, materiał na przyszłego księdza, o dziwnie zniewieściałym głosie. Mówię barytonem, śpiewam tenorem, jestem także zatwardziałym heteroseksualistą cierpiącym na brak skłonności ku celibatowi. Jednakże widok billboard'u z modelem, zdeklarowanym 'dziewicem', który przy innej okazji wywala jęzor w dość obscenicznym, bynajmniej mało 'dziewiczym' geście, wkurwia mnie po prostu.
I to nie dlatego, że mam coś przeciwko 'odważnym' kampaniom reklamowym.

Mam coś przeciwko wycieraniu sobie komercyjnego tyłka moim Ojcem. Ja wiem, że Rydzyk, że księża pedofile, że papież Niemiec, że pogoda brzydka - ale od mojego Kościoła wara. Rzadko szczerze gadam z Bogiem, cholernie dużo kosztuje mnie (i zazwyczaj nie udaje) trzymanie się tych wszystkich zasad. Dlatego mam powyżej uszu ignorancji debila-marketingowca, który siedząc przy swoim lajfstajlowym biureczku i popijając świeżo zmieloną kawę ze świeżo zerwanych ziaren pierdolka kolumbijskiego nabija konta swojej Komerszal Kompany za pomocą słów, które dla miliarda ludzi na świecie znaczą wszystko, albo jeszcze więcej.

Amen.

P.S. Zdjęcie z Tyskiej Drogi Krzyżowej. Wzięło w niej udział - lekko licząc - kilka tysięcy tyszan. Jakkolwiek można wiele powiedzieć o stanie polskiego katolicyzmu, to oni wszyscy tam przyszli i przeszli pół miasta, chociaż na pogodę można było chyba tylko kląć.

P.P.S. A z tych przekleństw dzisiejszych to się będę spowiadał jeszcze, he he. Dobranoc.

niedziela, 9 marca 2008

Obcy Ósmy (marca)


Tychy, dom mój własny
sobota, 8. marca 2008, 16:33




Niech nam żyje ósmy marca (i tata, który funduje kwiaty dla domowych kobiet)!
Dopiero co dostała tulipana i różę, a już dziś zbierze kolejne żniwo. Moja siostra, jako dojrzała 11-letnia kobieta, będzie fetować swoje niedawne urodziny w rodzinnym gronie. Będą też sałatki i schab ze śliwką.

Tulipan to prezent od ojca. W wazonie obok stała jeszcze róża ode mnie. Ale kto nie kocha stereotypów (tylko gdzie są, k**wa, goździki?)...

Pograjmy w "auto"


Katowice, Dąbrówka Mała
piątek, 7. marca 2008, 16:50




U mnie na placu mówiło się na to "Maryna".
Zasady są takie:

1. Gra się do jednej bramki, chodzi o to, by danemu bramkarzowi strzelić jak najwięcej goli.
ALE:
2. Piłki można dotknąć tylko raz (chyba, że bramkarz się zgodzi na ponowne dotknięcie). W przeciwnym razie - samemu staje się na bramce.
3. Niecelny strzał = stoisz na bramce.
4. Słupek, poprzeczka, strzał z główki - ratują przed stanięciem na bramce.
5. Gra się zazwyczaj do 10 goli na bramkarza. To straszny wstyd, kiedy się tyle wpuści - ale jeżeli tylko ktoś podczas gry zmieni cię na bramce - dotychczas wpuszczone gole się kasują.

Więcej nie pamiętam. Nie grałem w "Marynę" z 10 lat.
Chłopaki dość speszeni byli obecnością obiektywu, ale kiedy zobaczyli na wyświetlaczu serię swoich zdjęć "w akcji" - strzały z główki, efektowne obrony, itp - przekonali się.
W tle szarość dzielnicy Dąbrówka.