Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 listopada 2009

FASZYŚCI BE, KOMUNIŚCI – CACY

ANTIFA_8047

Granada, c/Reyes Católicos
19. listopada 2009, 20:20

Brzmi poważnie, choć nie powinno. Powaga jest bowiem ostatnim, co przychodzi mi do głowy, gdy przeglądam zdjęcia z 19. listopada. W okolicach 20. listopada przez Hiszpanię przetacza się co roku stado demonstracji, manifestacji, pikiet, wieców
i zgromadzeń – 20 XI to bowiem data śmierci faszystowskiego generała Francisco Franco, człowieka, który przez 39 lat rządził tym krajem.

Choć Generalissimus nie żyje od 34 lat, a Królestwo Hiszpanii od dawna jest członkiem UE, NATO i posiada superszybką kolej AVE – jego postać wciąż wydaje się w istotnym stopniu definiować postawy hiszpańskiego społeczeństwa. I nie przestaje budzić kontrowersji; mimo że dziś mówi się o rządach Franco nie inaczej niż jako o wyjątkowo brutalnej dyktaturze (zamordował więcej ludzi niż Mussolini w znacznie krótszym czasie), katastrofalnej dla kraju pod względami gospodarczymi, politycznymi i społecznymi – postać Generalissimusa wciąż przez niektórych uważana jest za uosobienie patriotyzmu. Wystarczy wspomnieć, że co roku 20 XI odprawiane są Msze Św. w intencji zmarłego Franco.

Niestety, w przeddzień tej daty byłem świadkiem manifestacji antyfaszystowskiej. Piszę “niestety”, bo w praktyce okazała się ona prawdziwą gratką dla – w znakomitej większości – ignorantów, którzy pod czerwonymi flagami z sierpem i młotem zapragnęli zamanifestować swój sprzeciw wobec dzisiejszego faszyzmu i rasizmu. Pomyślałem – wspaniale, faszyzm won, a komunizm mile widziany. Z polskiej perspektywy brzmi to groteskowo.

Można zrozumieć, że skrajna lewica pragnie mieć swój głos, który brutalnie jej zabrano podczas prawicowej dyktatury Franco. Niestety, manifestacja w Granadzie (a podejrzewam, że specjalnych różnic merytorycznych próżno szukać w przypadku podobnych wydarzeń w innych regionach Hiszpanii), zdominowana przez lewicowe bądź skrajnie lewicowe organizacje, stała się okazją do pokrzyczenia sobie dla ludzi, którzy o komunizmie – jak również o faszyzmie i rasizmie – nie mają bladego pojęcia. Jeżeli jednak mają już okazję uzasadnić jakoś swój udział – robią to mniej więcej tak:

- Dlaczego tu przyszliście?
- Aby zamanifestować przeciwko faszyzmowi i rasizmowi, które panoszą się w społeczeństwie.
- Ale mieszkamy przecież kraju demokratycznym?
- Niemcy też były demokratyczne, a urodził się tam Hitler.
- …

(pytałem ja, wypowiadał się Quique – człowiek z megafonem, członek Ludowej Partii Komunistycznej Andaluzji).

Slideshow z wydarzeń z 19. i 20. listopada:

niedziela, 25 maja 2008

SESJA?


Kraków, galeria Camelot & galeria fundacji Imago Mundi
piątek, 23. maja 2008, 19:07



Cztery plany, dwie modelki, komplet oświetlenia i caaaały stolik obiektywów do poczęstowania się - czyli witamy na warsztatach portretu na Miesiącu Fotografii w Krakowie.
Było nas do tego stanowczo zbyt wielu. Stąd, primo, mój szczery podziw dla dziewczyn, które pozowały. Szalenie niewygodna to ponoć dla modelki sytuacja, gdy fotografów jest więcej niż jeden. Tym razem było ich ZNACZNIE więcej niż jeden.

Muszę stwierdzić, że konfrontację Torba Reporterska vs. Studyjny Neseser zdecydowanie wygrywa ta pierwsza. Jak człowiek szuka, to najczęściej znajduje. Choć to ponoć droga jest celem, to czasem jednak trzeba gdzieś dojść, żeby - patrząc za siebie - przypomnieć sobie, po co i jak długo się właściwie szło:
Bo to był mój studyjny pierwszy raz. Wszyscy, z racji sporej ilości czynnika ludzkiego, toczyli tam cichy bój o dostęp do transmiterków, statywów, blend oraz (przede wszystkim, he he) modelek.
Kiedy z dala od tego wszystkiego nakręcałem na aparat kolejny ultraszerokokątny obiektyw z magicznego stoliczka (wszyscy inni brali się za długoogniskowe portretówki), nieśmiała żaróweczka zapłonęła tuż przy mojej skroni. - Panie Szojda, pan przyszedłeś tutaj po coś innego chyba.
Przyznałem jej rację. Opowiadanie, nawet brzydkim i bolesnym obrazem fajniejsze jest od ładnego obrazu, co - moim skromnym zdaniem - obrazuje powyższe ujęcie.


Warsztaty portretu odbyły się dzięki Sigma Pro Centrum Kraków, a poprowadził je fotografik Szymon Kobusiński.


wtorek, 18 marca 2008

Strzeż mnie, Ojcze


Tychy, ul. Wyszyńskiego
Piątek, 14. marca 2008, 19:17



Bo mnie to niezwykle wprost drażni.
Spójrz na zdjęcie - coś nie gra, prawda? W kampanii House'a w ogóle coś nie gra. Skrzeczy!
Nie chcę być wzięty za katola-ortodoksa, materiał na przyszłego księdza, o dziwnie zniewieściałym głosie. Mówię barytonem, śpiewam tenorem, jestem także zatwardziałym heteroseksualistą cierpiącym na brak skłonności ku celibatowi. Jednakże widok billboard'u z modelem, zdeklarowanym 'dziewicem', który przy innej okazji wywala jęzor w dość obscenicznym, bynajmniej mało 'dziewiczym' geście, wkurwia mnie po prostu.
I to nie dlatego, że mam coś przeciwko 'odważnym' kampaniom reklamowym.

Mam coś przeciwko wycieraniu sobie komercyjnego tyłka moim Ojcem. Ja wiem, że Rydzyk, że księża pedofile, że papież Niemiec, że pogoda brzydka - ale od mojego Kościoła wara. Rzadko szczerze gadam z Bogiem, cholernie dużo kosztuje mnie (i zazwyczaj nie udaje) trzymanie się tych wszystkich zasad. Dlatego mam powyżej uszu ignorancji debila-marketingowca, który siedząc przy swoim lajfstajlowym biureczku i popijając świeżo zmieloną kawę ze świeżo zerwanych ziaren pierdolka kolumbijskiego nabija konta swojej Komerszal Kompany za pomocą słów, które dla miliarda ludzi na świecie znaczą wszystko, albo jeszcze więcej.

Amen.

P.S. Zdjęcie z Tyskiej Drogi Krzyżowej. Wzięło w niej udział - lekko licząc - kilka tysięcy tyszan. Jakkolwiek można wiele powiedzieć o stanie polskiego katolicyzmu, to oni wszyscy tam przyszli i przeszli pół miasta, chociaż na pogodę można było chyba tylko kląć.

P.P.S. A z tych przekleństw dzisiejszych to się będę spowiadał jeszcze, he he. Dobranoc.

niedziela, 9 marca 2008

Pograjmy w "auto"


Katowice, Dąbrówka Mała
piątek, 7. marca 2008, 16:50




U mnie na placu mówiło się na to "Maryna".
Zasady są takie:

1. Gra się do jednej bramki, chodzi o to, by danemu bramkarzowi strzelić jak najwięcej goli.
ALE:
2. Piłki można dotknąć tylko raz (chyba, że bramkarz się zgodzi na ponowne dotknięcie). W przeciwnym razie - samemu staje się na bramce.
3. Niecelny strzał = stoisz na bramce.
4. Słupek, poprzeczka, strzał z główki - ratują przed stanięciem na bramce.
5. Gra się zazwyczaj do 10 goli na bramkarza. To straszny wstyd, kiedy się tyle wpuści - ale jeżeli tylko ktoś podczas gry zmieni cię na bramce - dotychczas wpuszczone gole się kasują.

Więcej nie pamiętam. Nie grałem w "Marynę" z 10 lat.
Chłopaki dość speszeni byli obecnością obiektywu, ale kiedy zobaczyli na wyświetlaczu serię swoich zdjęć "w akcji" - strzały z główki, efektowne obrony, itp - przekonali się.
W tle szarość dzielnicy Dąbrówka.