Granada, c/Reyes Católicos
19. listopada 2009, 20:20
Brzmi poważnie, choć nie powinno. Powaga jest bowiem ostatnim, co przychodzi mi do głowy, gdy przeglądam zdjęcia z 19. listopada. W okolicach 20. listopada przez Hiszpanię przetacza się co roku stado demonstracji, manifestacji, pikiet, wieców
i zgromadzeń – 20 XI to bowiem data śmierci faszystowskiego generała Francisco Franco, człowieka, który przez 39 lat rządził tym krajem.
Choć Generalissimus nie żyje od 34 lat, a Królestwo Hiszpanii od dawna jest członkiem UE, NATO i posiada superszybką kolej AVE – jego postać wciąż wydaje się w istotnym stopniu definiować postawy hiszpańskiego społeczeństwa. I nie przestaje budzić kontrowersji; mimo że dziś mówi się o rządach Franco nie inaczej niż jako o wyjątkowo brutalnej dyktaturze (zamordował więcej ludzi niż Mussolini w znacznie krótszym czasie), katastrofalnej dla kraju pod względami gospodarczymi, politycznymi i społecznymi – postać Generalissimusa wciąż przez niektórych uważana jest za uosobienie patriotyzmu. Wystarczy wspomnieć, że co roku 20 XI odprawiane są Msze Św. w intencji zmarłego Franco.
Niestety, w przeddzień tej daty byłem świadkiem manifestacji antyfaszystowskiej. Piszę “niestety”, bo w praktyce okazała się ona prawdziwą gratką dla – w znakomitej większości – ignorantów, którzy pod czerwonymi flagami z sierpem i młotem zapragnęli zamanifestować swój sprzeciw wobec dzisiejszego faszyzmu i rasizmu. Pomyślałem – wspaniale, faszyzm won, a komunizm mile widziany. Z polskiej perspektywy brzmi to groteskowo.
Można zrozumieć, że skrajna lewica pragnie mieć swój głos, który brutalnie jej zabrano podczas prawicowej dyktatury Franco. Niestety, manifestacja w Granadzie (a podejrzewam, że specjalnych różnic merytorycznych próżno szukać w przypadku podobnych wydarzeń w innych regionach Hiszpanii), zdominowana przez lewicowe bądź skrajnie lewicowe organizacje, stała się okazją do pokrzyczenia sobie dla ludzi, którzy o komunizmie – jak również o faszyzmie i rasizmie – nie mają bladego pojęcia. Jeżeli jednak mają już okazję uzasadnić jakoś swój udział – robią to mniej więcej tak:
- Dlaczego tu przyszliście?
- Aby zamanifestować przeciwko faszyzmowi i rasizmowi, które panoszą się w społeczeństwie.
- Ale mieszkamy przecież kraju demokratycznym?
- Niemcy też były demokratyczne, a urodził się tam Hitler.
- …
(pytałem ja, wypowiadał się Quique – człowiek z megafonem, członek Ludowej Partii Komunistycznej Andaluzji).
Slideshow z wydarzeń z 19. i 20. listopada:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz