piątek, 3 lipca 2009

HOSPITALITY IN GRANADA

 

marcelo

Granada, 30. czerwca 2009, 15:16

“Nie wiem, co ja bym bez ciebie zrobił” to oczywiście banał. Niestety (dlatego, że jest banałem), najlepiej wyraża potrzebę podziękowania za to, co zrobił Marcelo.

Ten niewysoki mężczyzna o arabskich rysach i bardzo szerokim uśmiechu jest doktorantem na Wydziale Matematyki Uniwersytetu w Grenadzie. Trudno nie zorientować się, jakiej jest narodowości – pokój gościnny w jego andaluzyjskim mieszkaniu pełen jest chilijskich akcentów.

Przenocował mnie, nakarmił i na dokładkę powiedział, że jego mieszkanie to od teraz także mój dom. Dom, który dzieli z Sonią i jej chłopakiem (Sonia jest Francuzką
i bardzo “polsko” mówi po hiszpańsku… jeżeli wiadomo, co mam na myśli). Niewątpliwie ma się ochotę zajrzeć tam znów.

czwartek, 4 czerwca 2009

USTNY

400_matura_fifi_wyniki Katowice, II LO
środa, 27. maja 2009 r., 14:05

Fifi wygląda, jak gdyby miała za chwilę przespacerować się po deptaku –
a przecież w napięciu oczekuje na wyniki ustnej matury!

Są w strategicznej, że się tak wyrażę, dupie, ci, którzy zdają egzaminy ustne
w pierwszej kolejności, bądź jako pierwsi po kolejnych ogłoszeniach wyników. Muszą bowiem czekać na wynik swojej próby po dwie-trzy godziny. Kto to widział, żeby zmęczoną życiem młodzież trzymać godzinami w niepewności, no kto?

Nie polecam jednakowoż popijania widocznych na zdjęciu napojów w bezpośredniej perspektywie egzaminu; działanie moczopędne tauryny może bowiem negatywnie wpłynąć na radzenie sobie ze stresem w starciu z egzaminatorem, nie wspominając
o poważniejszych konsekwencjach.

POKÓJ Z WIDOKIEM NA MORZE…

…złomu.
zlom_18zlom_20zlom_19
Bieruń, Kopalnia "Piast"
sobota, 23. maja 2009 r., 11:10

Nowocześnie wyposażone, skomputeryzowane biura niekoniecznie mieszczą się
w szklanych biurowcach. Większość firm świadczących usługi spółkom węglowym, choć z samym wydobyciem mogą mieć niewiele wspólnego, rezyduje przy kopalniach.

Jeżeli firma jest dość pechowa, to trafia do pomieszczeń wymagających co najmniej przemalowania.

A jeśli firma ma całkowicie przechlapane, trafia do pomieszczeń wymagających remontu, na najdalszych peryferiach kopalnianych rubieży, sklejonych z halą – której główną zawartością jest rdza – a której okna, będące jednocześnie ścianami wspomnianych biur, pokrywa trzycentymetrowy syf.

Obrazu dopełnia widok z okna (por. zdjęcia). Chyba, że ktoś lubi klimat industrial. Wtedy trafia do prawdziwego doczesnego raju.

piątek, 8 maja 2009

Patetycznie: ZNAD MLECZNEJ ZUPY W DOJRZAŁOŚĆ

r_rano_matura-1 copy Tychy, dom ałtora
wtorek, 5. maja 2009 r., 7:03

Śniadanie – zjedzone; dowód – jest; długopisy – chyba piszą; klucze – a, wezmę; poodrywane rożki kartek z kalendarza – to dziś…
Byłoby znacznie bardziej symbolicznie, gdyby wykonano tę fotografię dzień wcześniej,
4. maja, w pierwszy maturalny poranek. Tak się jednak nie stało, trudno teraz mówić – dlaczego; gadanie o wynikach egzaminu przed ich opublikowaniem nie ma sensu (a samego ałtora doprowadza do szewskiej pasji).

Niedługo będzie po wszystkim i przyjdzie upragniony czerwiec. Następnie nadejdzie trochę mniej upragniony dzień 30. czerwca, znany szerzej jako "Dzień Sądu" (ang. Dżadżment Dej). End God help as ol…

wtorek, 14 kwietnia 2009

ODA DO MALARSTWA / znajdź pięć różnic

lewa strona: Mediolan, ok. 1483-1490, przez: Da Vinci, Leonardo
prawa strona: Katowice, mieszkanie Palladów, niedziela, 1. lutego 2009 r., 00:29


Najbardziej szacowne almanachy fotografii, najbardziej sędziwi mentorzy tej sztuki - wszyscy powtarzają: chcesz robić dobre zdjęcia, podpatruj malarzy, studiuj obrazy mistrzów.
I słusznie mówią! Wystarczy zobaczyć czasem choć jeden porządny obraz, by spojrzenie geniusza pędzla pozwoliło domorosłemu fotografowi stworzyć wyśmienite dzieło na obraz i podobieństwo.
Będąc samemu doskonałym przykładem powyższego merytorycznego mariażu sztuk, składam panu Leonardowi hołd i udowadniam, jak dobrze jest pamiętać o dawnych mistrzach.

Na fali prac nad klasowym tableau, po raz drugi serdecznie pozdrawiam Marię x]

poniedziałek, 13 kwietnia 2009

ŚMIECH POZOSTANIE


Katowice, dom Palladów
niedziela, 5. kwietnia 2009, 18:42


Nic innego, tylko tłumione parskanie śmiechem dobywać się będzie z naszych absolwenckich wizerunków.


To jeśli chodzi o doznania tych, którzy będą wgapiać się w nasze tableau. Tableau za jakiś czas zawiśnie na korytarzu II LO w Katowicach, a już ja się postaram, żeby robiło odpowiednie wrażenie. Zresztą jest nas trzy sztuki z tego zespołu, który się będzie postarawywał o należycie parsknięty, absolwencki wizerunek. Klasa dwujęzyczna z językiem hiszpańskim, 2005-2009, to brzmi dumnie.

NIE!
To brzmi śmiesznie! Śmiesznie! Śmiech, rechot, chichot!

Tak, mniej więcej, będą wyglądały te fotografie. Uprasza się o wyrozumiałość, ta powyżej to jedynie próbka z nie do końca poważnej 'sesji'. Mario, nie obrazisz się...?

niedziela, 12 kwietnia 2009

MA-TU-RA

Tychy, dom ałtora
niedziela, 8. lutego 2009, 20:48


...to bzdura!


Ale:
Nie bez powodu minęłoby jutro okrągluśkie 10 miesięcy od ostatniej publikacji (słowo "notka" wydaje mi się za mało pretensjonalne). Jak widać, nie minie.

Gdyby ktoś pytał o powody milczenia-jak-grób, to - idąc na łatwiznę - powiem, że matura. Oczywiście, że to nie wymówka, ale czy kogoś to wzrusza?

No to, żeby poprzeć to przebrzydłe 'iście' na łatwiznę jakimś dowodem, łaskawie dorzucam kolejną znakomitą fotografię mojego autorstwa; przyznają Państwo, że klimat przygotowań maturalnych ilustruje perfekcyjnie.

Przy okazji - zapraszam na zdecydowanie bardziej internaszynal bloga, będącego, rzecz jasna, szalenie ciekawym fotoprojektem: LATAJĄCE RZECZY

sobota, 14 czerwca 2008

TATA

Tychy, dom mój własny
sobota, 14. czerwca 2008, 15:02


Poświęcam mu za mało zaangażowanego czasu.
A zapieprzał dziś przy babcinych parapetach cały sobotni ranek.

KIBIC POLSKI


Tychy, dom mój własny
czarny czwartek, 12. czerwca 2008, 21:59


...ma po prostu pecha.

Czasem wydaje się, jakby wszystko było nasze. Siatkarze - wicemistrzowie świata, już na olimpiadzie (dziś co prawda przegrali z Egiptem... no dobra, zdarza się); siatkarki - Pekin 2008; piłkarze ręczni - wicemistrzowie świata, Pekin 2008; lekkoatleci dają radę. Brakuje, owszem, hokeja na trawie, ale nie bądźmy zachłanni.

I tylko Ona - od lat niezdobyta, nieposłuszna, kapryśna, wredna, niewdzięczna, frustrująca, głupia i nielogiczna - piłka nożna. Zawsze mamy za daleko, brakuje nam szczęścia, Polska Myśl Szkoleniowa (łahahahaha...) zawodzi.
Wreszcie teraz, w tym - ochrzczonym już przez nadgorliwych - "historycznym momencie" - zdarza się coś NAPRAWDĘ okropnego (o czym za chwilę). Prawdopodobnie skończymy to Euro na fazie grupowej, bez katastrof i spektakularnych blamaży.
Jak zwykle, można winić kogokolwiek - sędziego Webb'a (który zapewne jeszcze długo będzie korzystał z policyjnej ochrony osobistej), Leo Beenhakker'a (w tym lubują się nasi światli PZPNowscy działacze - ze względów humanitarnych spuśćmy na nich zasłonę milczenia); ale tym razem polska drużyna NAPRAWDĘ nie może mieć pretensji do samej siebie. I to jest właśnie ten NAJSTRASZNIEJSZY fakt. Raz jeden, kiedy moglibyśmy pokazać, że nasza drużyna i kibice to nie panienki, które płaczą, bo ktoś ich jak zwykle skrzywdził - spotykamy się z sytuacją, kiedy faktycznie nas skrzywdzono.

...

środa, 28 maja 2008

Chciałoby się


Tychy, ul. Narcyzów
Boże Ciało, 22. maja 2008, 10:11



Żeby nie było - że znam panaceum. Nie mam też na myśli konkretnych rozwiązań. Nie zamierzam w związku z tym nikogo pouczać, co rozumie się samo przez się (tak na wszelki wypadek wolałem wyrazić się jasno). Będzie dziś wyglądało, jakbym politykował i się mądrzył, ale to tylko bajka z morałem.

Ale. Przeglądałem foty z Bożego Ciała i przyszło mi do głowy, że przydałby się ktoś, kto przed Bożą trzódką postawi taki oto znak.
Znaczy się - przed trzódką to akurat nic trudnego. Słowa z ambony spływają wszak wartko i perliście.
Ale:
1. Trudniej zrobić to przed resztą braci pasterskiej, która najbardziej sprawia wrażenie, nomen omen, "niedzielnych kierowców" (że im rączką trzeba wskazać kierunek objazdu, nierzadko bardzo stanowczo).
2. Trzódka raz popędzona, tradycyjnym pędem owczym, zawrócić się nie da. Zatem postawić przed nią znak - owszem, łatwo, ale wymóc jego spostrzeżenie - syzyfowa robota.

Jak wspomniałem, gotowych rozwiązań nie mam. Stojąc na wycieraczce szkoły mędrców, potrafię na razie tylko marudzić, jak się coś złego napatoczy. Wejdę do jej przedsionka, kiedy nauczę się marudzić bardzo głośno.

A tymczasem wiem skądinąd, jak trzódki się nie nawróci (z kazań w Piekarach, podczas ostatniej Pielgrzymki Mężczyzn, oba cytaty za info.wiara.pl):

Abp Damian Zimoń, metropolita katowicki: - Trzeba się na nowo rozradować i zachwycić pięknem małżeńskiej wspólnoty, zawieranej wobec Boga. To naprawdę jest możliwe.
Och, cudownie, ach, wspaniale. Radość, zachwyt, wspólnota. Pitu, pitu, dajcie kitu. Brakuje tylko jeszcze czegoś w stylu "natenczas onegdaj". Księże biskupie, gadacie tak między sobą w kurii?

Abp Kazimierz Nycz, metropolita warszawski: - Przeróżne historie zapisaliście zapewne – drodzy bracia – na kartach waszych minionych lat. Ale jestem pewny, że jakie by one nie były, to nikt z was nie utracił do końca tego pięknego pragnienia wielkości.
Pragnienie wielkości nigdy nas nie opuści, księże biskupie! Co noc z żoną nad tym pracujemy, i czasem nawet wychodzi!

***

Morał: w pierwszy wiraż kościelnego wyjazdu z objazdu wejdziemy dopiero, jak polski pilot przestanie mówić po bengalsku do śląskiego kierowcy tego wesołego wózka.

Koniec bajki.