
Tychy, ul. Narcyzów
Boże Ciało, 22. maja 2008, 10:11
Żeby nie było - że znam panaceum. Nie mam też na myśli konkretnych rozwiązań. Nie zamierzam w związku z tym nikogo pouczać, co rozumie się samo przez się (tak na wszelki wypadek wolałem wyrazić się jasno). Będzie dziś wyglądało, jakbym politykował i się mądrzył, ale to tylko bajka z morałem.
Ale. Przeglądałem foty z Bożego Ciała i przyszło mi do głowy, że przydałby się ktoś, kto przed Bożą trzódką postawi taki oto znak.
Znaczy się - przed trzódką to akurat nic trudnego. Słowa z ambony spływają wszak wartko i perliście.
Ale:
1. Trudniej zrobić to przed resztą braci pasterskiej, która najbardziej sprawia wrażenie, nomen omen, "niedzielnych kierowców" (że im rączką trzeba wskazać kierunek objazdu, nierzadko bardzo stanowczo).
2. Trzódka raz popędzona, tradycyjnym pędem owczym, zawrócić się nie da. Zatem postawić przed nią znak - owszem, łatwo, ale wymóc jego spostrzeżenie - syzyfowa robota.
Jak wspomniałem, gotowych rozwiązań nie mam. Stojąc na wycieraczce szkoły mędrców, potrafię na razie tylko marudzić, jak się coś złego napatoczy. Wejdę do jej przedsionka, kiedy nauczę się marudzić bardzo głośno.
A tymczasem wiem skądinąd, jak trzódki się nie nawróci (z kazań w Piekarach, podczas ostatniej Pielgrzymki Mężczyzn, oba cytaty za info.wiara.pl):
Abp Damian Zimoń, metropolita katowicki: - Trzeba się na nowo rozradować i zachwycić pięknem małżeńskiej wspólnoty, zawieranej wobec Boga. To naprawdę jest możliwe.
Och, cudownie, ach, wspaniale. Radość, zachwyt, wspólnota. Pitu, pitu, dajcie kitu. Brakuje tylko jeszcze czegoś w stylu "natenczas onegdaj". Księże biskupie, gadacie tak między sobą w kurii?
Abp Kazimierz Nycz, metropolita warszawski: - Przeróżne historie zapisaliście zapewne – drodzy bracia – na kartach waszych minionych lat. Ale jestem pewny, że jakie by one nie były, to nikt z was nie utracił do końca tego pięknego pragnienia wielkości.
Pragnienie wielkości nigdy nas nie opuści, księże biskupie! Co noc z żoną nad tym pracujemy, i czasem nawet wychodzi!
***
Morał: w pierwszy wiraż kościelnego wyjazdu z objazdu wejdziemy dopiero, jak polski pilot przestanie mówić po bengalsku do śląskiego kierowcy tego wesołego wózka.
Koniec bajki.
ubawiłam się :) trafiłeś w sedno
OdpowiedzUsuńWidzę, że sie zacząłeś obijac:P od prawie miesiąca nie ma tu nic nowego:P
OdpowiedzUsuń