
Kraków, galeria Camelot & galeria fundacji Imago Mundi
sobota, 10. maja, 18:41
Spotkanie z jednym z najważniejszych fotografów swojej generacji - Glenem E. Friedmanem - zawdzięczam niewyobrażalnemu przypadkowi. A wszystko za sprawą Miesiąca Fotografii, który właśnie rozpoczynał się w Krakowie.
I tak: W Krakowie byłem z okazji ślubu przeuroczej pary, Krótkiego & Olgi, i tylko ze względu na nadmiar wolnego czasu zajrzałem do kilku festiwalowych galerii. A że trwał właśnie weekend otwarcia festiwalu (w niektórych galeriach przybijano jeszcze ostatnie gwoździe pod antyramy), swoich wystaw na miejscu doglądali często sami autorzy. Glen E. Friedman był jednym z nich, a ja wlazłem do galerii, kiedy on akurat wykłócał się z jakąś lekko przerażoną blondynką o wielką reklamę firmy Nikon. Stała bowiem u wejścia do sali wystawowej (reklama, nie blondynka) z jego pracami, a "on tej firmy nie wspiera". No i gdyby nie ta werbalna sprzeczka między panem fotografem a przedstawicielami Photomonth, rozgrywająca się dokładnie w momencie przekroczenia przeze mnie progu galerii Camelot, pewnie nie wiedziałbym, że mam okazję oglądać wystawę tego giganta współczesnej fotografii w obecności niego samego.
I jak tu nie wierzyć w przypadek?
Ucięliśmy sobie potem krótką pogawędkę. Najbardziej spodobała mi się odpowiedź Glena na moje prowokacyjne stwierdzenie, że większość z tych jego zdjęć zostałaby zjechana na każdym forum fotograficznym (przez nieostrość, wypalenia, etc.): - I don't give a shit 'bout it.
W końcu pozwolił się sfotografować. Obejrzał efekty na wyświetlaczu mojego aparatu, po czym (równie prowokacyjnie, jak ja wcześniej) stwierdził: - Yeah, you can improve all that in Photoshop.
Wystawa Glena E. Friedmana nosi tytuł "Fuck you all". Fotografie pochodzą w większości z lat 70. i 80. On sam pochodzi z rocznika 1962, zatem niektóre z nich zrobił jeszcze jako nastolatek (!):
"Cykl FUCK YOU ALL, składający się ze zdjęć z dwóch serii FUCK YOU HEROES i FUCK YOU TOO charakteryzuje intensywność życia i energia tkwiąca w pokazywanych zjawiskach kulturowych. Friedman był dokładnie w epicentrum każdego z nich, obserwował ich narodziny. Zanim jeszcze ktokolwiek inny zdołał je uchwycić i zrozumieć, on już tkwił w nich mocno i dokumentował. Najpierw skateboardning (Tony Alva, Jay Adams, Alan „Ollie” Gelfand, Stacy Peralta), następnie scenę punkrockową zachodniego wybrzeża (Minor Threat, Black Flag), na koniec rap (Beastie Boys, Ice-T) i hip-hop (Run-D.M.C)."
za: photomonth.com
Strona Glena E. Friedmana: www.burningflags.com
oh,c`mon.you`re now officially blessed.
OdpowiedzUsuńeva