Katowice, mieszkanie Palladów
środa, 17. lutego 2010, 16:18
To są dłonie Hani i to są stópki Hani.
Bar “Las Tres Emes”, Granada
13. stycznia, 23:29
Luna jest kobietą Alberto, wiolonczelisty. Jest Katalonką i kelnerką
w Bohemia Jazz Café; od marca prawdopodobnie będzie śpiewać do kotleta (kawy) w nowym lokalu Bohemii w Granadzie.
20. stycznia 2010, 22:18
Siedziba CNT Granada
Zwieńczenie materiału o Krajowej Konfederacji Pracy (CNT) – związku anarchosyndykalistów – w Granadzie. Cały materiał tutaj.
Lotnisko Londyn-Stansted
noc 11./12. lutego 2010
Jesteśmy tylko walizkami na dwóch nogach. Nasza godność, głód, pragnienie i sen to kwestie poza Regulaminem Przewozu.
Granada, c/Reyes Católicos
19. listopada 2009, 20:20
Brzmi poważnie, choć nie powinno. Powaga jest bowiem ostatnim, co przychodzi mi do głowy, gdy przeglądam zdjęcia z 19. listopada. W okolicach 20. listopada przez Hiszpanię przetacza się co roku stado demonstracji, manifestacji, pikiet, wieców
i zgromadzeń – 20 XI to bowiem data śmierci faszystowskiego generała Francisco Franco, człowieka, który przez 39 lat rządził tym krajem.
Choć Generalissimus nie żyje od 34 lat, a Królestwo Hiszpanii od dawna jest członkiem UE, NATO i posiada superszybką kolej AVE – jego postać wciąż wydaje się w istotnym stopniu definiować postawy hiszpańskiego społeczeństwa. I nie przestaje budzić kontrowersji; mimo że dziś mówi się o rządach Franco nie inaczej niż jako o wyjątkowo brutalnej dyktaturze (zamordował więcej ludzi niż Mussolini w znacznie krótszym czasie), katastrofalnej dla kraju pod względami gospodarczymi, politycznymi i społecznymi – postać Generalissimusa wciąż przez niektórych uważana jest za uosobienie patriotyzmu. Wystarczy wspomnieć, że co roku 20 XI odprawiane są Msze Św. w intencji zmarłego Franco.
Niestety, w przeddzień tej daty byłem świadkiem manifestacji antyfaszystowskiej. Piszę “niestety”, bo w praktyce okazała się ona prawdziwą gratką dla – w znakomitej większości – ignorantów, którzy pod czerwonymi flagami z sierpem i młotem zapragnęli zamanifestować swój sprzeciw wobec dzisiejszego faszyzmu i rasizmu. Pomyślałem – wspaniale, faszyzm won, a komunizm mile widziany. Z polskiej perspektywy brzmi to groteskowo.
Można zrozumieć, że skrajna lewica pragnie mieć swój głos, który brutalnie jej zabrano podczas prawicowej dyktatury Franco. Niestety, manifestacja w Granadzie (a podejrzewam, że specjalnych różnic merytorycznych próżno szukać w przypadku podobnych wydarzeń w innych regionach Hiszpanii), zdominowana przez lewicowe bądź skrajnie lewicowe organizacje, stała się okazją do pokrzyczenia sobie dla ludzi, którzy o komunizmie – jak również o faszyzmie i rasizmie – nie mają bladego pojęcia. Jeżeli jednak mają już okazję uzasadnić jakoś swój udział – robią to mniej więcej tak:
- Dlaczego tu przyszliście?
- Aby zamanifestować przeciwko faszyzmowi i rasizmowi, które panoszą się w społeczeństwie.
- Ale mieszkamy przecież kraju demokratycznym?
- Niemcy też były demokratyczne, a urodził się tam Hitler.
- …
(pytałem ja, wypowiadał się Quique – człowiek z megafonem, członek Ludowej Partii Komunistycznej Andaluzji).
Slideshow z wydarzeń z 19. i 20. listopada:
Granada, c/Recogidas
20. października 2009, 00:48
Tej fotografii nie wykonał pilny alumn języka francuskiego, tylko wręcz przeciwnie. Nie, żeby chodziło o, na przykład i broń Boże, niemiecki – tylko o niepilność.
W Andaluzji też czasem leje. To wspaniale, bo inaczej można by się zanudzić na śmierć – deszcz jest jak płyn do spryskiwaczy w samochodzie. Czasem aż się prosi przejechać wycieraczką po krysztale.
“Wtręt osobisty”:
Deszcz zawsze miał dla mnie ogromną wartość. Ten w mieście i ten w górach. Ten
w ciepłym pokoju, nad dymiącą zieloną herbatą, i ten w przytulnie klaustrofobicznym samochodzie. Deszcz oczyszcza. Deszcz nadaje nowy zapach. Deszcz pada, spada, opada, spływa, opływa, kapie, leje, zacina, chlupie, chlapie, ochlapuje, mży, wyprowadza z równowagi, przesiąka przez wielowarstwowe laminaty (tzw. goreteksowa ściema) i grube, skórzane buciory.
Trochę się bałem, że w Granadzie mogę za nim zatęsknić. Na szczęście czasem daje o sobie znać. I wyrywa z domu pół godziny po północy, znad tabel koniugacji
i słowników internetowych; znad notatek językowych.
Przy okazji demoluje łazienkę i maluje koncentryczne wzory na kuchennym suficie. Deszcz to prawdziwy artysta.
Granada, 30. czerwca 2009, 15:16
“Nie wiem, co ja bym bez ciebie zrobił” to oczywiście banał. Niestety (dlatego, że jest banałem), najlepiej wyraża potrzebę podziękowania za to, co zrobił Marcelo.
Ten niewysoki mężczyzna o arabskich rysach i bardzo szerokim uśmiechu jest doktorantem na Wydziale Matematyki Uniwersytetu w Grenadzie. Trudno nie zorientować się, jakiej jest narodowości – pokój gościnny w jego andaluzyjskim mieszkaniu pełen jest chilijskich akcentów.
Przenocował mnie, nakarmił i na dokładkę powiedział, że jego mieszkanie to od teraz także mój dom. Dom, który dzieli z Sonią i jej chłopakiem (Sonia jest Francuzką
i bardzo “polsko” mówi po hiszpańsku… jeżeli wiadomo, co mam na myśli). Niewątpliwie ma się ochotę zajrzeć tam znów.
Katowice, II LO
środa, 27. maja 2009 r., 14:05
Fifi wygląda, jak gdyby miała za chwilę przespacerować się po deptaku –
a przecież w napięciu oczekuje na wyniki ustnej matury!
Są w strategicznej, że się tak wyrażę, dupie, ci, którzy zdają egzaminy ustne
w pierwszej kolejności, bądź jako pierwsi po kolejnych ogłoszeniach wyników. Muszą bowiem czekać na wynik swojej próby po dwie-trzy godziny. Kto to widział, żeby zmęczoną życiem młodzież trzymać godzinami w niepewności, no kto?
Nie polecam jednakowoż popijania widocznych na zdjęciu napojów w bezpośredniej perspektywie egzaminu; działanie moczopędne tauryny może bowiem negatywnie wpłynąć na radzenie sobie ze stresem w starciu z egzaminatorem, nie wspominając
o poważniejszych konsekwencjach.
…złomu.
Bieruń, Kopalnia "Piast"
sobota, 23. maja 2009 r., 11:10
Nowocześnie wyposażone, skomputeryzowane biura niekoniecznie mieszczą się
w szklanych biurowcach. Większość firm świadczących usługi spółkom węglowym, choć z samym wydobyciem mogą mieć niewiele wspólnego, rezyduje przy kopalniach.
Jeżeli firma jest dość pechowa, to trafia do pomieszczeń wymagających co najmniej przemalowania.
A jeśli firma ma całkowicie przechlapane, trafia do pomieszczeń wymagających remontu, na najdalszych peryferiach kopalnianych rubieży, sklejonych z halą – której główną zawartością jest rdza – a której okna, będące jednocześnie ścianami wspomnianych biur, pokrywa trzycentymetrowy syf.
Obrazu dopełnia widok z okna (por. zdjęcia). Chyba, że ktoś lubi klimat industrial. Wtedy trafia do prawdziwego doczesnego raju.
Tychy, dom ałtora
wtorek, 5. maja 2009 r., 7:03
Śniadanie – zjedzone; dowód – jest; długopisy – chyba piszą; klucze – a, wezmę; poodrywane rożki kartek z kalendarza – to dziś…
Byłoby znacznie bardziej symbolicznie, gdyby wykonano tę fotografię dzień wcześniej,
4. maja, w pierwszy maturalny poranek. Tak się jednak nie stało, trudno teraz mówić – dlaczego; gadanie o wynikach egzaminu przed ich opublikowaniem nie ma sensu (a samego ałtora doprowadza do szewskiej pasji).
Niedługo będzie po wszystkim i przyjdzie upragniony czerwiec. Następnie nadejdzie trochę mniej upragniony dzień 30. czerwca, znany szerzej jako "Dzień Sądu" (ang. Dżadżment Dej). End God help as ol…