sobota, 8 marca 2008

Łi dont giw e fak

Nie leżę brzuchem do góry (w każdym razie - nie permanentnie), nie porzuciłem fotografii (jeszcze), nie utopił mi się aparat (a blisko było), nie zabiła mnie rurka z kremem (ryzykowałem).

Stało się coś znacznie gorszego.

...

Od ponad tygodnia.
Nie miałem.
Internetu.

(aż dziwne, że człowiek potrafi tyle przeżyć...)


PS. Przez ten czas trochę się nazbierało. Materiały nie będą pierwszej świeżości, ale uprasza się o nie sugerowanie się zapaszkiem.

2 komentarze:

  1. Dobrze, że wróciłeś. :*

    OdpowiedzUsuń
  2. jaki odwyk;)
    zastanawiam się jak człowiek może coś takiego przeżyć :D
    musiało Ci być ciężko, ale pamiętaj że zawsze po wsparcie się zgłosić możesz
    aa i po kilo internetu w wiaderku też :D

    OdpowiedzUsuń