poniedziałek, 29 marca 2010

Dzień w Alicante

Alicante_2503_11

[Kliknij w zdjęcie by przejść do galerii]

Powroty do domu zawsze są miłe. Ten był po prostu cudowny.
Wysiadając na dworcu autobusowym w Alicante (który już raz stał się bohaterem notki na tym blogu) – i dopiero tam – przyszło mi do głowy, że czas między ósmą rano a piątą po południu, kiedy miałem odlecieć do Polski, można by spędzić na plaży. I że jest to szalenie kusząca perspektywa.

Toteż plecak szybko trafił do przechowalni bagażu; dobry człowiek pożyczył pasty do zębów; taksówkarz wskazał drogę; śniadanie na plaży stało się faktem.

A już wypicie kawy z mlekiem – noga na nogę, okulary przeciwsłoneczne na nosie – w tej plażowej scenerii sprawiło że po raz pierwszy od dawna “życie było piękne”.

***

Dziękuję wszystkim szalonym erasmusom za wspólny powrót na pokładzie linii RyanAir. Oby tak częściej;)

wtorek, 23 marca 2010

Arabic Party: bellydance

© Olek Szojda 2010

Granada, Cacao’s Bar
niedziela, 21. marca 2010, 21:52

środa, 24 lutego 2010

Rick the Sailor

Rick the Sailor 
Alicante, dworzec autobusowy
wtorek, 23. lutego 2010, 2:16

Pijacy i chorzy psychicznie: na nich zawsze można liczyć, kiedy nie ma z kim porozmawiać. Smutne.
Wtem, na opustoszałym dworcu w Alicante…

- You okay, man?
- Eee…?
- Going to Granada?
- Em… jea?

Kobieco długie rzęsy Ricka i całkowicie nieprzystające do nich dłonie jednocześnie przyciągają i odrzucają. Trudno spojrzeć mu w oczy i trudno oprzeć się wrażeniu, że to przez te cholerne rzęsy. Przywodzą na myśl chłopięcych bohaterów greckiej poezji antycznej.
Natomiast wielkie, szorstkie dłonie i powycierana skóra między kciukiem
i palcem wskazującym zdradza jego zawód. Przy okazji, skojarzenie
z Dawidem Michała Anioła nasuwa się samo.

Na małej torbie, którą nosi oprócz plecaka, Rick ma naszywkę
z regat Sydney-Hobart. Przyleciał niedawno z Australii do Paryża; z Alicante pojechaliśmy jednym autobusem do Granady. Rick zostanie tu przez tydzień i kazał do siebie zadzwonić w sprawie imprezy w najbliższy piątek.

piątek, 19 lutego 2010

Synekdocha Antosia

IS_Palladowie_Antos_Hania_12

Katowice, mieszkanie Palladów
środa, 17. lutego 2010, 16:37

To są (między innymi, albo przede wszystkim) rzęsy Antosia.

czwartek, 18 lutego 2010

Metonimia Hani

IS_Palladowie_Antos_Hania_5

Katowice, mieszkanie Palladów
środa, 17. lutego 2010, 16:18

To są dłonie Hani i to są stópki Hani.

wtorek, 16 lutego 2010

Luna, śpiewaczka jazzowa

Luna, śpiewaczka jazzowa

Bar “Las Tres Emes”, Granada
13. stycznia, 23:29

Luna jest kobietą Alberto, wiolonczelisty. Jest Katalonką i kelnerką
w Bohemia Jazz Café; od marca prawdopodobnie będzie śpiewać do kotleta (kawy) w nowym lokalu Bohemii w Granadzie.

sobota, 13 lutego 2010

FRAN ANDÚJAR, anarchista

IS_fran_draganized20. stycznia 2010, 22:18
Siedziba CNT Granada

Zwieńczenie materiału o Krajowej Konfederacji Pracy (CNT) – związku anarchosyndykalistów – w Granadzie. Cały materiał tutaj.

LONDON STANSTED AIRPORT. At night

 

Lotnisko Londyn-Stansted
noc 11./12. lutego 2010

Jesteśmy tylko walizkami na dwóch nogach. Nasza godność, głód, pragnienie i sen to kwestie poza Regulaminem Przewozu.

niedziela, 29 listopada 2009

FASZYŚCI BE, KOMUNIŚCI – CACY

ANTIFA_8047

Granada, c/Reyes Católicos
19. listopada 2009, 20:20

Brzmi poważnie, choć nie powinno. Powaga jest bowiem ostatnim, co przychodzi mi do głowy, gdy przeglądam zdjęcia z 19. listopada. W okolicach 20. listopada przez Hiszpanię przetacza się co roku stado demonstracji, manifestacji, pikiet, wieców
i zgromadzeń – 20 XI to bowiem data śmierci faszystowskiego generała Francisco Franco, człowieka, który przez 39 lat rządził tym krajem.

Choć Generalissimus nie żyje od 34 lat, a Królestwo Hiszpanii od dawna jest członkiem UE, NATO i posiada superszybką kolej AVE – jego postać wciąż wydaje się w istotnym stopniu definiować postawy hiszpańskiego społeczeństwa. I nie przestaje budzić kontrowersji; mimo że dziś mówi się o rządach Franco nie inaczej niż jako o wyjątkowo brutalnej dyktaturze (zamordował więcej ludzi niż Mussolini w znacznie krótszym czasie), katastrofalnej dla kraju pod względami gospodarczymi, politycznymi i społecznymi – postać Generalissimusa wciąż przez niektórych uważana jest za uosobienie patriotyzmu. Wystarczy wspomnieć, że co roku 20 XI odprawiane są Msze Św. w intencji zmarłego Franco.

Niestety, w przeddzień tej daty byłem świadkiem manifestacji antyfaszystowskiej. Piszę “niestety”, bo w praktyce okazała się ona prawdziwą gratką dla – w znakomitej większości – ignorantów, którzy pod czerwonymi flagami z sierpem i młotem zapragnęli zamanifestować swój sprzeciw wobec dzisiejszego faszyzmu i rasizmu. Pomyślałem – wspaniale, faszyzm won, a komunizm mile widziany. Z polskiej perspektywy brzmi to groteskowo.

Można zrozumieć, że skrajna lewica pragnie mieć swój głos, który brutalnie jej zabrano podczas prawicowej dyktatury Franco. Niestety, manifestacja w Granadzie (a podejrzewam, że specjalnych różnic merytorycznych próżno szukać w przypadku podobnych wydarzeń w innych regionach Hiszpanii), zdominowana przez lewicowe bądź skrajnie lewicowe organizacje, stała się okazją do pokrzyczenia sobie dla ludzi, którzy o komunizmie – jak również o faszyzmie i rasizmie – nie mają bladego pojęcia. Jeżeli jednak mają już okazję uzasadnić jakoś swój udział – robią to mniej więcej tak:

- Dlaczego tu przyszliście?
- Aby zamanifestować przeciwko faszyzmowi i rasizmowi, które panoszą się w społeczeństwie.
- Ale mieszkamy przecież kraju demokratycznym?
- Niemcy też były demokratyczne, a urodził się tam Hitler.
- …

(pytałem ja, wypowiadał się Quique – człowiek z megafonem, członek Ludowej Partii Komunistycznej Andaluzji).

Slideshow z wydarzeń z 19. i 20. listopada:

czwartek, 22 października 2009

Eso pasa: LLUVIA EN ANDALUCÍA

IMG_7401
Granada, c/Recogidas 
20. października 2009, 00:48


Tej fotografii nie wykonał pilny alumn języka francuskiego,
tylko wręcz przeciwnie. Nie, żeby chodziło o, na przykład i broń Boże, niemiecki – tylko o niepilność.

W Andaluzji też czasem leje. To wspaniale, bo inaczej można by się zanudzić na śmierć – deszcz jest jak płyn do spryskiwaczy w samochodzie. Czasem aż się prosi przejechać wycieraczką po krysztale.

“Wtręt osobisty”:
Deszcz zawsze miał dla mnie ogromną wartość. Ten w mieście i ten w górach. Ten
w ciepłym pokoju, nad dymiącą zieloną herbatą, i ten w przytulnie klaustrofobicznym samochodzie. Deszcz oczyszcza. Deszcz nadaje nowy zapach. Deszcz pada, spada, opada, spływa, opływa, kapie, leje, zacina, chlupie, chlapie, ochlapuje, mży, wyprowadza z równowagi, przesiąka przez wielowarstwowe laminaty (tzw. goreteksowa ściema) i grube, skórzane buciory.
Trochę się bałem, że w Granadzie mogę za nim zatęsknić. Na szczęście czasem daje o sobie znać. I wyrywa z domu pół godziny po północy, znad tabel koniugacji
i słowników internetowych; znad notatek językowych.
Przy okazji demoluje łazienkę i maluje koncentryczne wzory na kuchennym suficie. Deszcz to prawdziwy artysta.